Wyrok Sądu Najwyższego – zimny prysznic dla pasażerów latających z przesiadkami

Przewoźnik, który odwołał swój lot, ma szanse uniknąć odpowiedzialności za nasze szkody związane z tym, że nie zdążyliśmy na kolejne połączenia, wykupione w innych liniach lotniczych.

Małymi krokami byleby do celu

Zdarza się, że, planując podróż, musimy korzystać z usług nie jednego, a kilku przewoźników lotniczych. Często nie mamy po prostu wyjścia – dane połączenie (np. międzykontynentalne) obsługuje wyłącznie konkretne lotnisko, do którego musimy dolecieć (i z którego dopiero możemy wylecieć do celu) – może się też zdarzyć, że interesująca nas trasa jest obsługiwana przez kilka konkurencyjnych linii, ale w kolejny etap podróży zabierze nas już tylko lokalny operator. Wybierając przewoźnika kierujemy się też względami czasowymi – bo np. odpowiada nam godzina przylotu lub wylotu rejsu obsługiwanego przez konkretne linie lotnicze na danym odcinku. Kolejnym kryterium są po prostu względy ekonomiczne – cena całego lotu u jednego przewoźnika może być wyższa, niż kilku lotów wykonywanych przez jego tańszych konkurentów na odcinkach, które składają się na naszą docelową trasę. Ten ostatni może mieć szczególnie znaczenie wtedy, gdy naszą podróż planujemy z dużym wyprzedzeniem, dzięki czemu mamy szansę na zakup biletów lotniczych po naprawdę atrakcyjnych cenach…

LOT „Ty wyznaczasz kierunek”… (tylko czy i kiedy tam dolecisz?)

Na tych przedsiębiorczych, którzy latają z przesiadkami i tych, którzy po prostu muszą korzystać z usług kilku przewoźników, czeka teraz zimny prysznic.

W taki właśnie sposób chciała dolecieć pasażerka z Warszawy do Detroit. W tym celu kupiła bilet  Polskich Linii Lotniczych LOT na rejs z Warszawy do Chicago i kolejny, na dalsze połączenie do Detroit u lokalnego przewoźnika. Pech chciał, że polskie linie odwołały swój lot…

Co prawda na trzy tygodnie przed wylotem zawiadomiły o tym pasażerkę i zaproponowały jej podróż następnego dnia, ale docierając do Chicago w ten sposób i tak nie zdążyła na wykupiony o wiele wcześniej rejs do Detroit. Za przebukowanie biletu na kolejny lot musiała dopłacić ponad 2 tys. złotych.

I zwrotu tej kwoty zażądała od PLL LOT a te odmówiły zapłaty, więc strony spotkały się w sądzie. Pasażerka wygrała sprawę przed Sądem Rejonowym, który zgodził się, że przyczyną poniesienia dodatkowych kosztów było odwołanie lotu z Okęcia. LOT od wyroku się odwołał, a Sąd drugiej instancji odmówił udzielenia ochrony pasażerce i oddalił jej żądanie.

Unijny ryczałt i dalsze odszkodowanie –  zawsze tylko razem czy czasem także osobno?

Sąd Okręgowy, który rozpoznawał sprawę pasażerki w drugiej instancji, przypomniał, że kwestie odszkodowania należnego pasażerom za odwołanie lotu, reguluje unijne rozporządzenie nr 261/2004. Przyjęto w nim, że w przypadku odmowy wpuszczenia na pokład wbrew naszej woli, opóźnienia lub odwołania lotu przewoźnik lotniczy ma obowiązek wypłaty „zryczałtowanego odszkodowania” w wysokości od 250 do nawet 600 euro, w zależności od długości lotu.

Zgodnie z rozporządzeniem linie lotnicze unikną jednak tej ryczałtowej odpowiedzialności, jeżeli poinformują pasażerów o odwołaniu lotu:

–  co najmniej dwa tygodnie przed planowym odlotem (tak, jak w przypadku naszej pasażerki); lub

–  w okresie od dwóch tygodni do siedmiu dni przed planowym odlotem, przy czym muszą zaproponować pasażerom taką zmianę planu podróży, która umożliwi im wylot najpóźniej dwie godziny przed planowym wcześniej rejsem i dotarcie do celu podróży najwyżej cztery godziny po planowym czasie przylotu; lub

– w okresie krótszym niż siedem dni przed planowym odlotem, przy czym muszą zaoferować pasażerom taką zmianę planu podróży, która umożliwi im wylot nie później niż godzinę przed planowym wcześniej rejsem i dotarcie do celu podróży najwyżej dwie godziny po planowym czasie przylotu.

Przypomnijmy, że w niniejszej sprawie LOT powiadomił pasażerkę o odwołaniu rejsu trzy tygodnie przed wylotem – z tym jednak faktem pasażerka w ogóle nie zamierzała dyskutować, toteż nie dochodziła ryczałtu. Wskazywała jednak na inny fakt, tj. że pomimo tego zawiadomienia, to odwołanie lotu przez polskiego przewoźnika naraziło ją na dodatkowe koszty, związane z koniecznością zmiany dalszego lotu u innego przewoźnika, których uniknęłaby, gdyby LOT wywiązał się ze swojej umowy.

Dlatego też w sprawie należało odnieść się jeszcze do drugiej kwestii, tj.  art. 12 ust. 1 wspomnianego już rozporządzenia, który stanowi, że samo rozporządzenie nie narusza praw pasażerów do dochodzenia „dalszego odszkodowania” (niezależnie od ryczałtu, o którym mowa wyżej). To sugerowało możliwość oparcia roszczenia pasażerki o ten właśnie przepis (co Sąd pierwszej instancji uznał za uzasadnione).

Sąd drugiej instancji przyjął jednak, że przepis art. 12 rozporządzenia należy rozumieć w taki sposób, że prawo do „dalszego odszkodowania” przysługuje nam wyłącznie wtedy, gdy mamy prawo do ryczałtu. I w ten właśnie sposób – wobec faktu powiadomienia pasażerki o odwołaniu rejsu w przepisanym terminie – uzasadnił brak możliwości żądania przez nią poniesionych kosztów związanych z dopłatą do pierwotnej ceny biletu na kolejny lot.

Rozżalona pasażerka złożyła skargę do Sądu Najwyższego, a ten wydając wyrok zwrócił uwagę na kolejny fakt, którym jest rozbieżność możliwości interpretacyjnych normy art. 12 ww. rozporządzenia. Umożliwia ona sądowi krajowemu zasądzenie odszkodowania na warunkach przewidzianych nie tylko w rozporządzeniu (a np. w konwencji montrealskiej lub w prawie krajowym) – a więc niezależnie od unijnego ryczałtu.

Orzekając jednak w tej konkretnej sprawie Sąd Najwyższy dość sprytnie ominął tę kwestię stwierdzając w uzasadnieniu do wyroku z 24 lutego 2016 r., że: „Nawet przyjmując, że powinno się tak odczytać art. 12 rozporządzenia, aby poszerzyć ochronę pasażera i wzmocnić jego zaufanie do przelotów liniami lotniczymi, to i tak należy uznać, że rozstrzygnięcie Sądu drugiej instancji pozostaje w granicach rzetelnego rozsądzenia sporu, naruszenie prawa nie ma charakteru rażącego, a tym samym brak jest przesłanek do uwzględnienia skargi na prawomocne już rozstrzygnięcie sądowe przez stwierdzenie jego niezgodności z prawem. Możliwość taka przysługuje, zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Sądu Najwyższego, w razie ewidentnego, rażącego niezastosowania się do przepisów, a nie wtedy, gdy są różne możliwości interpretacyjne i sąd wybiera jedną z nich.”

Zimny prysznic…

…wynika z tego, że ostatecznie oddalając skargę pasażerki, Sąd Najwyższy orzekł, że: „art. 12 ust. 1 powołanego rozporządzenia nie uprawnia pasażera do dochodzenia odszkodowania, jeżeli poniósł koszty wynikające ze zmiany czasu lotu, a zmiana ta dotyczy kolejnego odcinka podróży, który odbywa się na podstawie odrębnej umowy zawartej z innym przewoźnikiem lotniczym i nie w powiązaniu z umową na tę część podróży, na którą nastąpiło zawiadomienie o odwołaniu pierwszego lotu.”

Uznał przy tym, że szkoda pasażerki nie powstała z przyczyn leżących po stronie PLL LOT, gdyż nie ma normalnego związku przyczynowego między podróżami lotniczymi różnych przewoźników na podstawie odrębnie zawartych umów, a nie jednej umowy na przewóz kolejnymi środkami transportu. Sąd uznał, że w sprawie dostrzec można tylko taki związek przyczynowy, który wyniknął z ułożenia sobie podróży przez pasażerkę w określony sposób, czyli że chciała skorelować ze sobą oba przeloty, ale to się w rzeczywistości jej nie udało.

Czy więc, tylko dlatego, że chcieliśmy dotrzeć do celu nie jednym, a kilkoma połączeniami lotniczymi, obsługiwanymi przez różnych przewoźników, mamy stracić prawo do żądania rekompensaty od linii, które choć przyczyniły się do zburzenia naszego planu podróży i naraziły nas na dodatkowe koszty, odpowiadać będą jedynie za swój lot? A skoro tak, to jaki ma być to związek z art. 12 ust. 1 rozporządzenia unijnego, tzn. którą z interpretacji tego przepisu zastosować..?

Co teraz? Chyba lepiej kupować bilety u jednego przewoźnika…

Doraźnie, z powyższego orzeczenia, wysnuć można wniosek, że szanse pasażerów na odszkodowanie wzrosną, jeżeli – planując trasę lotniczą z przesiadkami – kupią bilety u tego samego przewoźnika (na loty wykonywane przez tego przewoźnika lub w ramach tzw. code –share) na wszystkie odcinki podróży. Ale przecież nie zawsze tak się da…

Bo każda historia jest inna…

Łatwo sobie wyobrazić, że dysponując takim wyrokiem Sądu Najwyższego linie lotnicze mogą bezkarnie dokonywać zmian w terminach już wykupionych przez nas lotów, byleby tylko informowały pasażerów w przepisanych terminach, wyłączających ich odpowiedzialność odszkodowawczą – także z tytułu naszych wydatków za kolejne loty u innych przewoźników. A przecież to w oparciu o zobowiązania umowne tych właśnie linii lotniczych (w tym gwarantowany kontraktem termin wylotu i przylotu), podejmujemy dalsze decyzje i zobowiązania co do terminów kolejnych lotów składających się na naszą podróż i kupowanych u innych przewoźników. A ich nie wykonanie powoduje u nas szkodę.

…bo co byłoby gdyby pasażerka leciała do Detroit na ważne, drogie i wyczekiwane przez nią badanie lekarskie, umówione w specjalistycznej klinice na jeden – i tylko jeden nieprzesuwalny termin, na który ostatecznie nie zdążyła? Czy wtedy nadal nie można byłoby mówić o normalnym związku przyczynowym pomiędzy odwołaniem lotu na trasie Warszawa – Chicago a nie osiągnięciem celu podróży przez naszą pasażerkę w Detroit? Bo przecież każda historia jest inna i nie da się jej zamknąć w ramach jednego orzeczenia…

Zatem co dalej?

Przypomnijmy, że art. 1 rozporządzenia nr 261/2004 podkreśla, że uprawnienia przyznane przez to rozporządzenie pasażerom linii lotniczych w razie odmowy przyjęcia na pokład wbrew ich woli, odwołania lub opóźnienia lotu, mają jedynie charakter minimalny. Dodatkowo, nawet w tej sprawie, Sąd Najwyższy potwierdził, że w doktrynie istnieją różnice interpretacyjne samego przepisu art. 12 ww. rozporządzenia.

Oznacza to, że wciąż możemy upatrywać szansy na odmienne rozstrzygnięcia sądów powszechnych, które orzekając w powierzonych im różnych sprawach w oparciu o tę normę, mogą wybrać jej inną interpretację. Na przykład wziąć pod uwagę cel nadrzędny, jakim jest zapewnienie wysokiego poziomu ochrony pasażerów w dziedzinie transportu lotniczego i rozważyć go pod kątem kolejnych, tj. zminimalizowania trudności i niedogodności dla pasażerów wynikających z odwołania lotów oraz rozszerzania ich uprawnień do odszkodowań za całość szkód jakie ponieśli.

A przez pryzmat takiego właśnie podejścia sądów wydaje się, że możliwe jest już dostrzeżenie „normalnego związku przyczynowego między podróżami lotniczymi różnych przewoźników na podstawie odrębnie zawartych umów”, jeżeli nie wykonanie umowy przez jednego z przewoźników wpływa na powstanie szkody pasażera, którą ten ponosi na polu innej umowy z kolejnym przewoźnikiem.

W indywidualnych sprawach sądy mogą zatem orzekać odmiennie, niż przywołana wyżej teza SN. I dlatego warto powierzać im swoje historie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *