Wycieczki fakultatywne – wakacyjna fatamorgana, czy zagwarantowany pewnik?

Technicznie wycieczki fakultatywne stanowią część umowy z biurem podróży. Ich barwne opisy przykuwają naszą uwagę i rozbudzają wyobraźnię. To taki dodatkowy haczyk, dzięki któremu w standardowej ofercie biura podróży (przelot, hotel, wyżywienie) zobaczymy unikalną szansę poznania, doświadczenia i posmakowania czegoś nowego. I być może, dzięki któremu zracjonalizujemy sobie fakt, że płacimy trochę więcej, niż pierwotnie planowaliśmy. Przyjmując tę konwencję sprawdzamy więc, czy jest to faktycznie część umowy z biurem, co do której, w przypadku jej niewłaściwego wykonania, możemy skutecznie zgłaszać swoje pretensje, czy tylko kolejny element kolorowego marketingowego opakowania biura podróży?


Czego oczekujemy od biura podróży?

Pewna para wybrała się z biurem podróży do Tunezji na krótki wypoczynek. W planach, oprócz leżenia nad basenem, mieli jeden żelazny punkt, którym było zwiedzanie Sahary. Oczywiście nie całej, tylko tego jej kawałka, na którym George Lucas kręcił swoje Gwiezdne Wojny. Jako dzieci zachwycali się filmami tej serii, marzyli więc o tym, żeby przespacerować się po mieście Mos Eisley i być może spotkać tam jakiegoś zabłąkanego rycerza Jedi. Tak się niestety nie stało, okazało się bowiem, że ich hotel leży na końcu trasy busika, który dwa razy w tygodniu zbierał turystów z różnych hoteli i wiózł na pustynię. A ponieważ oni byli na samym końcu, za pierwszym razem w busie było tylko jedno miejsce, a za drugim busik, widocznie już wypełniony, nawet do nich nie dojechał. Tydzień się skończył, trzeba było wracać do domu i nie zobaczyli już księżycowego krajobrazu z Tatooine.

Rezydent co prawda oddał pieniądze za niezrealizowaną wycieczkę, oni jednak mieli ogromny żal, bo wybrali Tunezję z biurem podróży właśnie ze względu na możliwość zobaczenia miejsc ze swojego ukochanego filmu.

Wycieczki czy wycieczki fakultatywne – różne produkty biura podróży

W potocznym rozumieniu „wycieczka” oznacza nasz cały wyjazd z biurem podróży. Niezależnie od tego, czy przez cały czas leżakujemy nad hotelowym basenem, galopujemy na wielbłądach czy jeździmy na snowboardzie. Jak wielu z nas na pytanie – „Jak spędziliście urlop?” odpowiada  – „Aaa wiesz, byliśmy na wycieczce z biurem podróży…”

Tymczasem wycieczka to specyficzny rodzaj imprezy turystycznej, której program przewiduje zmianę miejsca naszego pobytu. Wykupując i udając się na wycieczkę z biurem podróży, powinniśmy założyć, że będziemy się przemieszczać (jeździć, płynąć, lecieć, itp.). Jeżeli zatem w programie, będącym częścią umowy z biurem podróży, mieliśmy zagwarantowaną np. obecność w miejscach służących za plenery Gwiezdnych Wojen, to fakt, że biuro podróży nas tam nie zabrało może stanowić podstawę naszego roszczenia o odszkodowanie a także zadośćuczynienie. To drugie może wynikać z tzw. poczucia zmarnowanego urlopu, ponieważ dla nas – fanów tego filmu, pobyt w Tunezji i zobaczenie akurat tej części Sahary, mógł być jedynym powodem, dla którego zdecydowaliśmy skorzystać z oferty tego, a nie innego biura podróży. Istotna (dla nas) zmiana programu wycieczki mogła więc stanowić o fiasku całego naszego urlopu, pomimo, że nasi towarzysze podróży – umiarkowani entuzjaści sagi, wrócili z niego zadowoleni…

Skrajnie przeciwnym wycieczce produktem biur podróży jest impreza stacjonarna, w której ośrodkiem naszej aktywności staje się zazwyczaj określony (jeden) hotel stanowiący swoistą „bazę wypadową” do wyjścia na stoki lub morskie plaże…

W takiej umowie z biurem podróży także może być mowa o „wycieczkach”, jednak w zupełnie innym kontekście, toteż sama umowa najeżona jest już zazwyczaj zastrzeżeniami, których istnienia warto jest mieć świadomość.

Wycieczki fakultatywne – są w umowie, czy ich nie ma?

Trzeba pamiętać, że w przypadku wyboru imprezy stacjonarnej, „wycieczki” – określane są wtedy już jako „wycieczki lokalne” lub „wycieczki fakultatywne”. I teraz uwaga – informacje o nich znajdziemy  w treści naszej umowy, ale mają one charakter czysto techniczny. To znaczy, że program imprezy, który stanowi część umowy, zawiera informację o wycieczkach fakultatywnych (i co ciekawe zazwyczaj na kilku stronach prezentuje je i zachwala), ale trzeba go czytać łącznie z gwiazdkami i wszelkim tekstem dodatkowym zapisanym małym drukiem. Który z kolei podaje, że program i cena imprezy nie obejmują wycieczek fakultatywnych (lokalnych), a wskazane w umowie ich opisy są podawane nam wyłącznie informacyjnie i nie stanowią oferty handlowej. Biura podróży często zastrzegają, że nie mogą zagwarantować, że będą one realizowane… Czyli w zasadzie ta część umowy to taki „kwiatek do kożucha”.

Dodatkowo w OWU, stanowiącym integralną część umowy, czcionką regularnie meczącą nasze oczy, biura zastrzegają, że w przypadku wycieczek fakultatywnych występuje jedynie w charakterze pośrednika, kojarzącego nas z innym zagranicznym biurem lub przedsiębiorcą. Całkiem niedawno pisaliśmy, że w takim przypadku (jak w tzw. „pakietach dynamicznych”), dla nas – klientów oznacza to jak dotąd znacznie słabszą ochronę w przypadku, gdyby coś poszło nie tak. Bo po pierwsze każdą umowę dotyczącą wycieczki fakultatywnej zawieramy z oddzielną firmą, a po drugie najczęściej są to podmioty zagraniczne, a więc podlegają swojemu lokalnemu prawu, którego my raczej nie znamy.

Taka konstrukcja wycieczek fakultatywnych wyłącza zatem korzystną dla nas generalną zasadę, że to biuro podróży odpowiedzialne jest za niewykonanie lub nienależyte wykonanie naszej umowy także wtedy, gdy daną jej część wykonywała inna firma (np.  przedsiębiorca – właściciel busika, mającego zawieźć nas na Saharę), bo działająca jako podwykonawca biura. W tym przypadku tak już nie będzie…

W OWU możemy znaleźć kolejne zastrzeżenia dot. wycieczek fakultatywnych, m. in.: (1) że podana w umowie cena wycieczki fakultatywnej jest jedynie ceną orientacyjną (a o rzeczywistej dowiemy się na miejscu) lub (2) że wycieczki fakultatywne odbywają się przy określonym minimum chętnych – brak minimalnej grupy może więc spowodować odwołanie takiej wycieczki i tyle!

Co więc robić?

Przede wszystkim czytać umowy i to (oczywiście w miarę możliwości) ze zrozumieniem. Chodzi bowiem o to, aby umowa, którą zawieramy z biurem podróży gwarantowała nam spełnienie naszych oczekiwań. Bo właśnie za to (i to przecież niemało) płacimy…

Jeśli chcesz czytać więcej podobnych artykułów polub naszą stronę na Facebooku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *